fotoexplorer blog

Twój nowy blog

fotosafari

Brak komentarzy



…czyli sztuka (stoi na) ulicy.
To wbrew pozorom kontynuacja wątku norweskiego, bo przez tę wystawę nie zdążyliśmy zwiedzić zamku w Oslo. Ale warto było :) Aha, autorem zdjęć jest Steve Bloom. Bardzo polecam!



… czyli spieniona rzeka, zaczarowana przez Królową Śniegu. Albo mniej poetycko: „Widocznie trolle sikają na niebiesko” :)

Jęzor lodowca Jostelsdalbreen. Majestat dzikiego, groźnego zwierzęcia.

statecznie

1 komentarz




… czyli łodzie Wikingów. Przepiękne. I światło w muzeum.

To oczywiście dalszy ciąg Norwegii. Oslo.


… czyli lepsza mewa w garści niż maskonur na Runde.

Rejs po fiordzie Geiranger w Norwegii. Mewy chętnie pozowały do zdjęć, w przeciwieństwie do maskonurów, które na widok aparatów zaczynały udawać morskie wrony. Bo przecież prawdziwe wrony nie brodzą w wodorostach…?
Z pozdrowieniami dla opieprzających za długi zastój :)





… czyli niespodzianka tuż za płotem.
Od kilku tygodni mieszkam na skraju lasu, gdzieś między Otwockiem a Śródborowem, w otoczeniu minionej chwały strefy sanatoryjnej. Pierwszy spacerek – opuszczony szpital neuropsychiatryczny, ukryty w lesie dwa kroki od nas. Kolejne spacerki zapowiada strona opuszczone.com – i nie tylko. Coraz bardziej mi się tu podoba :)


…czyli celtycki krzyż
.
A żeby było mniej stereotypowo, to do celtyckiego/irlandzkiego/słonecznego krzyża przyznają (lub przyznawali) się Celtowie, chrześcijanie, Wikingowie, skinheadzi, neopoganie i twórcy biżuterii ;)
Na zdjęciu jeden z krzyży z Kilkenny.

zielono

5 komentarzy


… czyli „od Bantry Bay aż do Derry Quay, od Galway do Dublin Town”.
Wróciłam z kraju krów, byków, owiec, moherowych klifów, monsunów i dzikich węży :) Ofiary:
- zepsuty tuż przed wyjazdem aparat anachroniczny (znaczy na film)
- zepsuty w czasie wyjazdu data bank do syfrówki (zdjęcia z mozołem odzyskują się już trzeci dzień)
- zepsuty samochód (3,5 godziny wpatrywania się w urokliwy ale wciąż ten sam klif na totalnym zadupiu w oczekiwaniu na lawetę – i domki w kształcie ula!)
- zepsuty statyw Pawła, co ma jedną nóżkę bardziej (statyw nie Paweł)
- zepsuty obiektyw skutkiem ataku olbrzyma na grobli
- zepsute wiele puszek, kufli i butelek Guinessa, Kilkenny, Murphy’sa, cydru i irlandzkich kremów typu Bailey’s
- my – zepsuci Irlandią, do której koniecznie trzeba jeszcze raz :)

p(m)yląco

3 komentarzy


… czyli poprawki po deweloperze.
Z rozmów z deweloperem:
- Parkieciarz powiedział, że wylewkę w tym miejcu trzeba poprawić.
- Ale tu jest wszystko dobrze.
- To czyją opinię powinnam pani przynieść, żeby pani to uznała za wadę?
- Ja nie potrzebuję niczyjej opinii, bo jest dobrze.
- No to co powinniśmy zrobić?
- Zmienić parkieciarza.
Nie zmieniłam. Na zdjęciu efekty wyeliminowania pani z procesu poprawiania czyli zapylamy przy dylatacjach.
Tutaj pożyteczny link dla odbierających mieszkania.

lotniczo

3 komentarzy


…czyli wizyta Sally B.

W 62. rocznicę wybuchu Powstania do Warszawy przeleciała Latająca Forteca. Daję wyraz mojemu absolutnie nieprofesjonalnemu zainteresowaniu :)


…czyli psie kąty.
To jeden z moich ulubionych zakątków Łazienek. Może dlatego że tak niewiele osób go zauważa. Taki sam pies śpi sobie na pewnym pomniku na Powązkach, a tutaj oznacza mały cmentarzyk psów pilnujących parku.


  • RSS